![]() |
Home | Partnerzy | Kontakt |
|
|
||
|
BIOTECHNOLOGIA |
![]() |
||||
|
|
|||||
|
Wciąż przegrywamy z HIV Leki na AIDS bardzo potaniały i świat nie martwi się, skąd wziąć na nie pieniądze. Prawdziwym problemem jest to, że miliony ludzi co roku zakażają się wirusem HIV, mimo że doskonale wiadomo, jak tego uniknąć - mówi dr Andrzej Horban. Sławomir Zagórski:: Czego się Pan spodziewa po konferencji w Toronto? dr Andrzej Horban*: Nie mam specjalnych oczekiwań. Przełomu nie będzie. Takie spotkania to ważne forum wymiany poglądów, ale one nie zmieniają przebiegu epidemii. Odnoszę wrażenie, że na kolejnych konferencjach o AIDS nauka zaczyna się liczyć coraz mniej, a coraz więcej mówi się o polityce i pieniądzach. - I tak, i nie. Widać przede wszystkim olbrzymi rozziew pomiędzy możliwościami świata zachodniego i jego systemu opieki zdrowotnej a tym, co dzieje się w Trzecim Świecie. Bo tam system opieki zdrowotnej praktycznie nie istnieje. To już nie jest przepaść, tu nie widać brzegów. Do tej pory, rozmawiając o AIDS, mówiło się głównie o pieniądzach, a właściwie o ich braku na zakup leków. Tymczasem one są - amerykańskie albo ze znakomitych fundacji, zaczynając od Gatesa, albo z WHO. Problem polega na tym, że w krajach Trzeciego Świata nie ma wystarczającej infrastruktury, która stworzyłaby najpierw system prewencji, a potem opieki nad chorymi. To przerażające, bo przecież nie wszyscy mogą się przenieść do Europy Zachodniej czy do Stanów. Co dokładniej oznacza ów brak infrastruktury? - To, że poziom wiedzy wielu społeczeństw dotkniętych epidemią jest nadal zerowy. Że są leki, ale nie ma kadry medycznej, która by je podawała. Że nie ma systemu opieki szpitalnej i poradnianej, która by to kontrolowała. I wreszcie, że nie ma woli leczenia się wśród pacjentów. Oni nie zdają sobie sprawy z tego, że muszą się leczyć. A leczenie jest trudne, bo trzeba brać pigułki codziennie. To są dwa zupełnie różne światy. My żyjemy w świecie internetu, oni - buszu. Skoro tak, to czy nie można przeznaczyć przynajmniej części funduszy na jak najszybsze kształcenie kadr? - Można, ale proszę pamiętać, że stworzenie systemu opieki zdrowotnej wymaga lat. Tego się nie zrobi z dnia na dzień. Tymczasem półtora miliarda Chińczyków nie ma żadnego systemu opieki. W podobnej sytuacji są setki milionów mieszkańców Afryki. W Indiach system co prawda istnieje, ale spośród miliarda Hindusów dostęp do niego mają tylko nieliczni. Z brakiem infrastruktury borykają się także nasi sąsiedzi - Ukraina i Rosja. Jak więc Pan odbiera głosy aktywistów, którzy od lat obwiniają bogate kraje, że nie dzielą się lekami? - Ależ świat kapitalistyczny się dzieli! Bo to jest opłacalne. Firmy produkują więcej leków, płacą więcej podatków i budżety bogatych państw na tym dobrze wychodzą. W połowie lat 90. roczna kuracja na AIDS kosztowała kilkanaście tysięcy dolarów. Dziś leki są znacznie tańsze. Ile trzeba minimalnie wydać, by leczyć jedną osobę z HIV? - 100 dolarów rocznie, jeżeli używa się leków generycznych (odtwórczych). Dla Afryki to nadal dużo, bo tam ledwo starcza na aspirynę. - Bo te leki trzeba im dać! Nie można dawać pieniędzy, bo zostaną natychmiast zdefraudowane. Leki więc trzeba dawać, najlepiej do ręki pacjentowi. Tylko - jak mówiliśmy - nie ma komu tego robić. W jakich częściach świata jest najgorzej? - W subsaharyjskiej Afryce. Tam są kraje, których ponad 10, a nawet ponad 20 proc. mieszkańców zakaziło się HIV. Tymczasem 20 proc. zakażonych to jest równoznaczne z katastrofą ekonomiczną państwa. Uważa się, że bezpieczna z punktu widzenia losów społeczeństwa granica wynosi nie więcej niż 1 proc. zakażonych obywateli. Najbardziej przerażające jest to, że są kraje, które mają znacznie wyższy odsetek zakażeń i nie robią nic. Bo dokładnie wiadomo, co należy zrobić, kiedy i jak. Jak mówiliśmy, zmartwieniem świata nie jest to, skąd wziąć pieniądze na leki. Prawdziwym problemem jest to, że nie chroni się tych, którzy jeszcze nie są zakażeni, a którzy złapią wirusa, jeżeli nie wprowadzi się najprostszych, znanych od lat, sposobów prewencji. Ale krzywe wzrostu zakażeń pokazują że na szczęście epidemia zaczyna wyhamowywać. - Bo, po pierwsze, wirus łagodnieje. A po drugie, nie wszyscy ludzie przejawiają ryzykowne zachowania seksualne. |
|||||
|
|
|||||
![]() |
Home | Partnerzy | Newsy | Ciekawostki | Kontakt | ||||
|
|
|
|
|
|
|